Jeszcze nie zblakły wspomnienia z wyprawy „Szlakiem Drakuli i tajemnic Transylwanii”, a jej uczestnicy szykowali się na kolejne emocje – objazdową wycieczkę przez Wrocław – Świdnicę – Kamienną Górę do stolicy Czech – „Złotej Pragi”.

Wycieczkę rozpoczęliśmy w czwartkowy poranek 18 października 2018 roku. Niemal „w środku nocy”, bo przed godziną szóstą, na parkingu przy Rondzie Matecznego pojawiła się 40-sto osobowa „Silna Grupa Pod Wezwaniem”. W jej skład wchodzili zarówno uczestnicy poprzednich wypraw do Lwowa, na Węgry i Rumunii, jak i liczny zastęp z Nowej Huty pod wodzą b. komendanta tego Hufca dh. hm. Adama Micka i hm. Marii Raczyńskiej. Nie zabrakło i odprowadzających, którzy życzyli nam wielu niezapomnianych wrażeń.

Jako, że punktualność to jedna z zalet Biura Podróży Eko-Tourist sp. z o.o., firmowy autokar podjechał zgodnie z planem. Pod czujnym okiem kierowcy – Pana Grzegorza, sprawnie przebiegał załadunek bagaży, a przewodnik i pilot wycieczki – Pan Jacek, błyskawicznie sprawdził obecność i tożsamość uczestników.

FOTO 01

Wkrótce wszyscy usadowili się wygodnie w fotelach, a obecnych powitał Komendant wycieczki druh hm. Stanisław Piasecki i życzył wielu niezapomnianych wrażeń. W trasę wyruszyliśmy zgodnie z harmonogramem o godzinie 6.00. Mimo, że zaczęła się kalendarzowa jesień za oknami autokaru pięknie świeciło słońce i mogliśmy podziwiać barwy jesiennego krajobrazu. Był również czas na drzemkę, pogaduchy i żarty. Poruszaliśmy się bez szaleństw i z dozwoloną prędkością pokonywaliśmy kolejne punkty etapowe na trasie.

Po przypomnieniu ramowego programu wycieczki oraz załatwieniu tzw. spraw organizacyjnych, jako „Trzymający Władzę” – Pan Jacek w przystępny sposób omawiał problematykę związaną z początkami państwowości i dziejami stosunków polsko-czeskich, oraz przypominał wydarzenia, które wywarły największy wpływ na współczesną historię naszych państw. Jak zawsze nie było pytań bez odpowiedzi, a niektóre opowiastki budziły salwy śmiechu, mimo, że dotyczyły spraw bardzo poważnych, bo międzynarodowych.

Krótko po godzinie 10-tej dotarliśmy do Wrocławia (łac. Vratislavia lub Wratislavia lub Budorgis, niem. Breslau, dś. Brassel, cz. Vratislav, węg. Boroszló), którego burzliwe dzieje poznawaliśmy w miarę przejechanych kilometrów i upływającego czasu (z racji położenia nad Odrą i jej dopływami Wrocław nazywany jest też Wenecją Północy). Podziwialiśmy dobrze zachowane historyczne budowle oraz kościoły – zarówno te odrestaurowane jak i te odbudowane po wojnie. Trudno było nam sobie wyobrazić, że w wyniku walk między Armią Czerwoną i Wehrmachtem uszkodzeniu lub całkowitemu zniszczeniu uległo około 70% zabudowy miasta.

FOTO 02

Zwiedzanie tego pięknego miasta rozpoczęliśmy od Rotundy Panoramy Racławickiej. Na wstępie w Małej Rotundzie oglądaliśmy eksponaty rozszerzające naszą wiedzę o Panoramie Racławickiej m.in. plastyczną mapę terenu, odwzorowującą układ topograficzny rejonu, na którym odbywała się bitwa racławicka, figurki żołnierzy polskich i rosyjskich w mundurach z epoki, informacje o twórcach obrazu, jej losach, szczegółach konserwacji. Na platformę widokową z której można podziwiać efekt wspólnej pracy zespołu artystów malarzy pod kierunkiem Jana Styki i Wojciecha Kossaka1 dotarliśmy zaciemnionym krętym chodnikiem.

FOTO 03

Panorama jest fascynująca. Doskonale zaaranżowana przestrzeń wokół obrazu i oświetlenie tworzy iluzję, w której zwiedzający mają wrażenie uczestnictwa w uwiecznionych wydarzeniach. Trudno jest dostrzec granicę między tym co jest namalowane na płótnie, a co jest elementami dekoracyjnymi leżącymi u jego podnóża. Perfekcyjnie brzmiał również głos lektora omawiającego wydarzeniach z tamtych czasów.

FOTO 04

Spacer po Wrocławskiej Starówce rozpoczęliśmy na Ostrowie Tumskim od jednej z najstarszych istniejących we Wrocławiu budowli kościelnych - gotyckiego kościoła pw. św. Marcina. W okresie międzywojennym (1921-1939) kościół ten służył wrocławskiej Polonii – odbywały się w nim nabożeństwa w języku polskim. Następnie przez Most Tumski (potocznie nazywany Mostem Zakochanych) przeszliśmy na Wyspę Piasek. Naszą uwagę przyciągały zarówno XIX-sto wieczne figury św. Jadwigi i św. Jana Chrzciciela, zabytkowe lampy gazowe jak i niezliczona ilość kłódek wieszanych przez lata przez zakochanych.

FOTO 05

Raz jeszcze mogliśmy się przekonać, że nasz przewodnik jest istną kopalnią wiedzy o każdym z mijanych obiektów. Zwiedzanie ułatwiały zestawy audio tourguide za pomocą których, w marszu i bez konieczności zatrzymywania się, Pan Jacek przekazywał nam niezbędne informacje.

FOTO 06

W drodze na Rynek oglądaliśmy m.in. zabytkowe kościoły i kamienice, budynki Uniwersytetu Wrocławskiego, Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Wielu wrażeń dostarczył nam spacer po Wrocławskim Rynku. Podziwialiśmy Stary Ratusz i zabytkowy zegar astronomiczny (z jedną wskazówką i słońcem w centrum tarczy) oraz najstarszą średniowieczną piwiarnię wrocławską, która mieściła się w piwnicach Starego Ratusza, gmach Nowego Ratusza i znajdujący się w jego piwnicach browar restauracyjny Spiż, wspaniale odrestaurowane kamieniczki oraz odtworzony pręgierz. Na wrocławskim rynku stoi pomnik Aleksandra Fredry, który przeniesiono ze Lwowa jako symbol, że Wrocław „stał się spadkobiercą i kontynuatorem polskich tradycji naukowych Lwowa”. Dodać należy, że po wojnie we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku osiedliło się wielu repatriantów ze Lwowa i kresów.

FOTO 07

Mimo intensywnego zwiedzania znalazł się czas na przysłowiową małą czarną, słodkie co nieco oraz zakupy pamiątek. Wrocław to wspaniałe miasto, w którym można zobaczyć wiele ciekawych atrakcji. Jedną z nich są wykonane z brązu wrocławskie krasnale, które napotykaliśmy w różnych miejscach. Blisko czterogodzinną wędrówkę po Starym Mieście zakończyliśmy w miejscu świadczącym o kulturowej i religijnej różnorodności Wrocławia – rejonie, w którym w bliskim sąsiedztwie znajdują się cztery świątynie różnych wyznań: kościoły rzymskokatolicki i ewangelicko-augsburski, prawosławny sobór oraz synagoga.

Kolejnym celem pierwszego dnia naszej podróży była historyczna Świdnica (łac. Svidnica, niem. Schweidnitz, cz. Svídnice) i wzniesiony w połowie XVII w. barokowy Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej. Z niedowierzaniem słuchaliśmy informacji Pana Jacka o warunkach na jakich świątynia została wybudowana. Podziwialiśmy ogromną wewnętrzną powierzchnię i kubaturę, architekturę wnętrza i jej elementy – empory, organy, ambonę, ołtarz, malowidła na stropie i ścianach. Żałowaliśmy, że nie mogliśmy wysłuchać w oryginale brzmienia organów.

FOTO 08

Kościół Pokoju należy do świdnickiej parafii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce i w 2001 roku wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Pierwszy dzień podróży zakończyliśmy w hotelu „Krokus” w Kamiennej Górze (niem. Landeshut, cz. Kamenná Hora tuż po wojnie Kamienogóra bądź Kamieniogóra). Po rozlokowaniu się w pokojach zeszliśmy na obiadokolację w trakcie której poznaliśmy szczegółowy plan na kolejny dzień. Następnie - w podgrupach - wróciliśmy do przerwanych rozmów, bądź oddaliśmy się przyjemnościom rozegrania wieczornej partyjki brydża, albo gry w kręgle. Od wieczornych spacerów skutecznie zniechęcała mieszanka mgły z dymami pieców i spalinami. Na zasłużony wypoczynek udaliśmy się, gdy coraz bardziej zaczęliśmy odczuwać zmęczenie trudami całodziennej podróży.

Drugi dzień naszej podróży zapowiadał się ekscytująco. Kamienna Góra jak i inne miasta na Dolnym Śląsku są pełne wojennych zagadek, z których żadna, mimo wieloletnich badań i poszukiwań nie znalazły rozwiązania. Ponieważ w okolicach Kamiennej Góry znajdowały się liczne kopalnie w czasie II wojny światowej były one dostosowywane do wojennych potrzeb niemieckiego przemysłu. Prace wykonywali okoliczni mieszkańcy, których z czasem zastąpili więźniowie obozów koncentracyjnych i przymusowi pracownicy. Lokalizacja biur projektowych i fabryk zbrojeniowych w podziemiach miała pozwolić na produkcję w tajemnicy przed światem.

Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę wzgórza zwanego Parkową Górą (dawniej Góra Kościelna), gdzie w okresie II wojny światowej powstał kompleks Arado – jedno z centrów technologicznych niemieckiego przemysłu lotniczego produkujące najnowocześniejsze konstrukcje lotnicze i broń.

FOTO 09

Wejście do podziemnego muzeum mieści się za wielkimi okutymi i pomalowanymi na czarno przesuwanymi drzwiami. Nad nimi, na betonowej ścianie, widniał wymalowany gotyckimi literami i czarną olejną farbą napis: „Arado. Flugzeugwerke GmbH”. Obok nich znajdowała się drewniana budka wartownika i szlaban pomalowane w biało-czerwono-czarne pasy. Do środka zostaliśmy wprowadzeni przez młodego mężczyznę który swoim wyglądem przypominał robotnika gospodarstwa rolnego lub fabryki. Po jego kilku krótkich zdaniach wydawało się nam, że cofnęliśmy się w lata wojenne. Otrzymaliśmy informacje, że gdy trafimy na Niemców nasza obecność w kopalni może się źle skończyć. Musimy bezwzględnie podporządkować się jego poleceniom i zwracać uwagę na znaki, według których mamy się poruszać gdyby nastąpiło jakieś niebezpieczeństwo. Obecnie jesteśmy przymusowymi robotnikami, których on prowadzi do pracy. Musimy pilnie strzec naszych biletów wstępu – Przepustka/Ausweis, bo w razie kontroli są naszymi dokumentami tożsamości.

FOTO 10

Poruszaliśmy się wydrążonymi w skale korytarzami, przegrodzonymi metalowymi kratami. Wzdłuż ścian ułożone były liczne eksponaty m.in. karabiny lotnicze, części broni palnej, amunicja i pociski różnego kalibru. W kolejnym korytarzu leżały części od rakiet V1 i V2 czy V3, granaty, miny i bomby, zbiorniki na paliwo, porzucone w nieładzie skrzynie na broń i amunicję. Był to początek odkrywania kolejnych tajemnic podziemi. Jeden z bocznych korytarzy zamieniono na składnicę dzieł sztuki i ukrywanych depozytów bankowych.

FOTO 11

Na koniec w wielkiej obudowanej cegłami i betonem hali urządzono podziemne biuro projektowe oraz umieszczono makiety samolotu skrzydło i szybkiego, lekkiego bombowca o dalekim zasięgu (tak dalekim, by można było niszczyć cele zlokalizowane w Stanach Zjednoczonych). Choć wiedzieliśmy, że to tylko inscenizacja odczuwaliśmy lekki niepokój, który potęgowały przyćmione światło, wilgoć i niska temperatura. Opuszczając podziemne muzeum na prośbę przewodnika wypowiedzieliśmy słowo „wolność” – w ten sposób uczciliśmy pamięć i oddali hołd więźniom, którzy tutaj pracowali i tutaj zakończyli swoje życie.

FOTO 12

W drodze do Złotej Pragi zatrzymaliśmy się w mieście Hradec Králové (niem. Königgrätz), w którym w latach 1307-1318 mieszkała Ryksa Elżbieta - królowa Czech i Polski, pierwsza Polka, której znamy dokładną, dzienną datę urodzin i śmierci. Gdy zajęliśmy strategiczne pozycje na rynku nasz ulubiony przewodnik podjął profesorski wykład, bogato dokumentowany nieznanymi nam faktami o meandrach wspólnej historii Polski i Czech. Poznaliśmy tragiczne losy rodu Sławnikowiców z Libic (wywodził się z niego św. Wojciech), okolicznościach śmierci św. Wojciecha, zjazdu gnieźnieńskiego i koronacji Bolesława Chrobrego. Równie tragiczne i ciekawe było życie patronki Hradec Králové królowej Ryksy Elżbiety – „femme fatale”. W późniejszych wiekach miasto było ważnym ośrodkiem ruchu husyckiego, a w roku 1866 na przedpolach Hradec Králové Austriacy ponieśli dotkliwą klęskę w wojnie z Prusami (bitwa pod Sadovą). W sierpniu 1968 roku, w ramach interwencji wojskowej – podjętej przez państwa Układu Warszawskiego, mającej stłumić próby liberalnych reform, miasto zostało bez walki zajęte przez oddziały Wojska Polskiego. Lekcję historii zakończył spacer po rynku i przyległych uliczkach. Podziwialiśmy m.in. kolumnę morową, fontannę Św. Jana Nepomucena, katedrę św. Ducha, Białą Wieżę, Stary Ratusz i zabytkowe kamieniczki. Planowany przejazd do Pragi poprzedziły chwile relaksu przy kultowych napojach serwowanych w licznych restauracjach, kawiarniach i pubach.

Praga oferuje tysiące ciekawych miejsc do obejrzenia. Należą do nich zabytkowe place, kościoły, liczne muzea tematyczne, a także niesamowite uliczki, miejsca widokowe na wzgórzach i kultowe lokale. Wprawdzie hotel „Juno”, który pełnił funkcję naszej bazy na czas pobytu w Pradze, nie jest kultowym lokalem liczyliśmy na sympatyczną imprezę kulinarną przy muzyce. Niestety awaria sprzętu nagłaśniającego zweryfikowała nasze oczekiwania. Skończyło się na urozmaiconej kolacji po której Pan Jacek z nieukrywaną satysfakcją w głosie przekazał dwa komunikaty, że:

w dniu jutrzejszym odpoczywa i jego obowiązki przejmie lokalny przewodnik Pani Danusia;

teraz idziemy spać, bo pora wypocząć (a poza tym porządek musi być).

Po spokojnej nocy i smacznym śniadaniu wyruszyliśmy na spotkanie z panią Danusią Peszkovą – licencjonowanym przewodnikiem po Pradze i Czeskiej Republice. Mając do dyspozycji ściśle określony czas na zwiedzanie zabytkowej części miasta, zabytków i innych interesujących miejsc przemieściliśmy się w rejon najbardziej znanego praskiego wzgórza Hradczany.

FOTO 13

Na Placu Hradczańskim, nasza przewodniczka – Polka mieszkająca od wielu lat w Pradze, dużo uwagi poświęciła mijanym pałacom (aż pięć) oraz osobie pierwszego czechosłowackiego prezydenta Tomasza Masaryka. Na głównym placu przed zamkiem był tłum turystów, a kolejka do wejścia była spora. Wynikało to ze środków bezpieczeństwa, bowiem każdy wchodzący na teren zamku był poddawany kontroli bezpieczeństwa. Po wejściu na dziedziniec zamkowy podziwialiśmy Katedrę św. Wita, Wacława i Wojciecha – jej elewację, detale potężnych drzwi wejściowych.

FOTO 14

W starym Pałacu Królewskim oglądaliśmy m.in. wspaniałą salę tronową do której przed wiekami można było wjechać konno szerokimi, łagodnie nachylonymi schodami, klejnoty koronacyjne. Z zainteresowaniem wysłuchaliśmy opowieści w jaki sposób chronione są klejnoty koronacyjne, a także co to jest praska defenestracja. Po zwiedzeniu bazyliki Św. Jerzego, która jest najstarszym obiektem na terenie Zamku Praskiego niezapomnianych wrażeń dostarczył spacer Złotą Uliczką, zwanej też „uliczką alchemików”. Po wysiedleniu ostatnich mieszkańców dawne domki zmieniono w oryginalne sklepiki, galerie i wystawy, które przyciągają uwagę zwiedzających. Z zamkowego wzgórza fantastycznie było widać całe miasto.

FOTO 15

Stare kamienne schody wśród mieniących się barwami jesieni winorośli na zboczu zamkowego wzgórza doprowadziły nas do Lorety, popularnego miejsca pielgrzymkowego. Wąskimi ulicami Małej Strany dotarliśmy do Pałacu Wallensteina – gdzie obecnie mieści się siedziba Senatu Republiki Czeskiej. W przypałacowym ogrodzie znajduje się sadzawka z egzotycznymi rybami, aleja rzeźb z postaciami z mitologii greckiej, sztuczna grota z imitacją nacieków skalnych i woliera z sowami. Po ogrodzie swobodnie poruszały się pawie. Przed letnią sceną miał miejsce niezwykły koncert. Nasza Pani przewodnik – Danusia Peszkova a capella zaśpiewała „Balladę o Cysorzu”, a duet Małgosia Komorowska i Jacek Małota klasyczną piosenkę dla dzieci „Jesteśmy jagódki”.

Następne punkty na trasie naszej wędrówki uliczkami Malej Strany stanowiły Plac Malostranski, Kościół św. Mikołaja i jeden z bardziej znanych obiektów w Pradze – Most Karola (czes. Karlův most, niem. Karlsbrücke). Na moście i w jego okolicach panował ożywiony ruch pieszych. Przeciskaliśmy się przez gęstniejący tłum w którym poruszanie się utrudniali muzycy i artyści sprzedający swoje obrazy oraz szukający szczęścia pod figurą św. Nepomucena (dotknięcie płaskorzeźby pod posągiem ma gwarantować spełnienie życzeń).

FOTO 16

Ostatnim etapem zwiedzania Pragi pod opieką pani Danusi był spacer wokół staromiejskiego rynku otoczonego wiankiem różnobarwnych kamieniczek, których elewacje pokrywały liczne malowidła i rzeźby. W krótkim czasie mogliśmy zobaczyć mieszaninę różnych stylów sztuki i form architektonicznych, imponujący ratusz ze słynnym zegarem Orloj z ruchomymi figurami, dwa kościoły oraz pomnik ku czci Jana Husa. Przed przejściem pod „opiekę” Pana Jacka dostaliśmy trochę wolnego czasu na regenerację.

Z Panem Jackiem udaliśmy się w kierunku Mostu Svatopluka Čecha, gdzie na Wybrzeżu Dvořáka zlokalizowane są liczne przystanie. Tym razem praskie zabytki mieliśmy oglądać z pokładu jednego ze statków pasażerskich pływających po Wełtawie, najdłuższej rzece w granicach Czech.

Wchodzący na pokład statku „Orca” otrzymywali na powitanie kieliszek „Becherovki” (?), który zaostrzył nasze apetyty.

FOTO 17

Potrawy na „kapitańskim stole” były smaczne, toteż znikały w błyskawicznym tempie. Odzyskawszy siły i energię zajęliśmy miejsce na otwartym górnym pokładzie.

FOTO18

Ze statku roztaczały się panoramiczne widoki na najbardziej znaczące atrakcje leżące w sercu Pragi, w tym: zamek na Hradczanach, most Karola, wzgórze Vyšehrad i wiele innych pięknych budynków i zabytków historycznych. Na wodzie panował ożywiony ruch. Pływały liczne łodzie i statki przewożące tych, którzy podobnie jak i my postanowili zobaczyć miasto z rzeki. Gdy rejs dobiegł końca pod osłoną zapadających ciemności zajęliśmy miejsca w autokarze. Po takiej dawce zabytków z przyjemnością wróciliśmy do hotelu.

FOTO 19

Ostatni dzień wycieczki przypadał w niedzielę 21 października – dzień w którym w Polsce odbywały się wybory samorządowe. Aby spełnić obywatelski obowiązek i uczestniczyć w głosowaniu dzień rozpoczęliśmy wcześnie. Po śniadaniu nadszedł czas na wymeldowanie się z hotelu i przed godziną ósmą ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Nie oznaczało to końca zwiedzania, gdyż czekały na nas Kutna Hora (niem. Kuttenberg) i słynne ossuarium (tzw. Kaplica Czaszek). Pogoda tego dnia była piękna i frajdą okazała się wędrówka po mieście (mało turystów). Rozpoczęliśmy ją od zwiedzania kościołów wpisanych na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO: św. Barbary i kościoła klasztornego pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Prowadzeni przez niezawodnego Pana Jacka podziwialiśmy ślady dawnej świetności Kutnej Hory której rozwój i znaczenie przez kilka wieków związane były z wydobyciem srebra. Bogata Kutna Hora zawsze starała się dorównać Pradze i podobieństwo architektury niektórych budynków nie jest przypadkiem. Trudno było opuścić kościół św. Barbary, gdyż elementy jego wyposażenia wnętrza przykuwały naszą uwagę: bajkowe sklepienie, główny ołtarz, ambona, organy, witraż, liczne figury, a nawet bogato zdobione kościelne ławy. Upływający czas dyktował tempo w jakim oglądaliśmy kolejne zabytki m.in. potężny gmach kolegium jezuickiego, mennica Włoski Dwór oraz królewska rezydencja, rynek i klasztor urszulanek. Było ich wiele i trudno je wymienić. Ze starówki podjechaliśmy do kościoła Wszystkich Świętych z ossuarium. Niesamowite wrażenie robiły na zwiedzających zgromadzone w cmentarnej kaplicy wygrzebywane z ziemi przez kilka stuleci ludzkie szczątki.

FOTO 20

Autorem wystroju kaplicy jest rzeźbiarz František Rint który na zlecenie rodziny Schwartzenbergów, z ludzkich kości wykonał unikatowy żyrandol, krzyż, monstrancję, ogromne wazony i rodowy herb. Ocenia się, że w ossuarium znajdują się szczątki nawet 50 tysięcy osób. Wszystkie zostały odkażone i oczyszczone od szczątków ludzkiego ciała przy użyciu wapna. Niecodzienna kaplica nie pełni funkcji sakralnych. Jest kutnohorską atrakcją i została wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO.

FOTO 21

Pobyt w Kutnej Horze zakończyliśmy pamiątkowym wspólnym zdjęciem i pełni wrażeń wyruszyliśmy w powrotną drogę do Krakowa. A, że „w podróży czas nie dłuży” druhna Danusia Noszka-Leśniewska i druh Stanisław Piasecki przedstawili plany i zamierzenia Stowarzyszenia na najbliższy okres czasu – zaprosili do udziału w jubileuszowym XV Marszu Niepodległości, wycieczce do Muzeum Powstania Warszawskiego, spotkaniu „Po latach”. Zachęcali do wstępowania w szeregi SPH.

Naszą podróż zakończyliśmy w miejscu w którym ją rozpoczęliśmy, czyli przy Rondzie Matecznego. Gorącymi oklaskami podziękowaliśmy organizatorom – członkom Zarządu SPH i pracownikom Eko-Tourist sp. z o.o. w Krakowie dzięki którym zrealizowany został ramowy program wycieczki, oraz zdążyliśmy wrócić do Krakowa przed zamknięciem lokali wyborczych.

Ps. Obecnie zgodnie z zapowiedzią niestrudzonego druha Stanisława Piaseckiego, v-ce Prezesa SPH, musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na szczegółowe informacje o celu i terminie kolejnej imprezy stowarzyszenia. Czas pokaże, czy w miesiącu grudniu odwiedzimy Warszawę, a może dopiero w przyszłym roku w miesiącu maju poznamy uroki Podlasia i Wilna.

Tekst i foto: Andrzej Gaczorek