Obóz Żeglarski Stowarzyszenia Przyjaciół Harcerstwa w Krakowie
„Mazury 2019”

FOTO 01

„Gdzie ta keja,
przy niej ten jacht”

Niezawodnie w marinie „Bełbot” w m. Wilkasy, gdzie zostały wyczarterowane na potrzeby obozu 3 jachty: dwa typu „Tango 760 czarter” oraz jeden typu „Bolero 850”, aby w składzie osiemnastoosobowym po raz jedenasty odbyć obóz żeglarski zorganizowany przez Stowarzyszenie,
w terminie 22.06. – 4.07.2019 r.
Większość uczestników obozu dotarła do Giżycka pociągiem w godzinach wczesno popołudniowych, wyruszając bezpośrednim połączeniem z Krakowa o godz.6.00. Z dworca w Giżycku do mariny w Wilkasach dotarliśmy miejscowym transportem.
Na miejscu dołączyli do nas pozostali członkowie obozu.
Po przejęciu łodzi przez sterników, udaliśmy się na wspólny posiłek. Następnie część uczestników (grupa kwatermistrzowska) udała się na zakupy, w celu zaopatrzenia obozu w prowiant oraz niezbędne przedmioty codziennego użytku. Pozostali uczestnicy przystąpili do klarowania łodzi i swoich osobistych rzeczy na łodziach. Po wyczerpującym dniu udaliśmy się na zasłużony odpoczynek do koi na łodziach zgodnie z przydziałami do wacht.

Pierwszy obozowy dzień rozpoczął się zajęciami w wachtach związanymi z klarowaniem łodzi i przygotowaniami do wypłynięcia. O godz. 10.00 odbył się uroczysty apel na którym, Komendant Obozu hm Tadeusz Kubas powitał uroczyście uczestników obozu oraz przedstawił Kadrę obozu i składy poszczególnych wacht:

Komendant Obozu hm Tadeusz Kubas
Kwatermistrz Paweł Firlit
Oboźny Michał Leja
Sternicy:  
Wachta I
Wachta II
Wachta III
Paweł Firlit - jachtowy sternik morski
Piotr Zadrożny - jachtowy sternik morski, instruktor PZŻ
pwd Stanisław Turek - jachtowy sternik morski
Opieka sanitarna Weronika Marcińczyk

Podział na wachty:

 

Wachta I Wachta II Wachta III
„Bolero 850” „Tango 760” „Tango 760”
1. Paweł Firlit - sternik 1. Piotr Zadrożny - sternik 1. Stanisław Turek - sternik
2. Michał Leja 2. Krzysztof Kozik 2. Tadeusz Kubas – Komendant
3. Zuzanna Pałosz 3. Tadeusz Ożóg 3. Bartłomiej Białoskórski
4. Małgorzata Chmielewska 4. Weronika Marcińczyk 4. Julian Białoskórski
5. Maciej Białoskórski 5. Jan Herniczek 5. Jędrzej Niemiec
6. Leon Duraj 6. Patryk Zadrożny 6. Stanisław Ożóg

Podstawowym tematem apelu było zapoznanie z regulaminem i organizacją obozu, zasadami wpółżycia i współpracy a przede wszystkim zasadami bezpieczeństwa na obozie. Został również przedstawiony plan obozu wraz z marszrutą.

W związku z prognozami, że w pierwszym tygodniu obozu będą przeważały wiatry północne i północno-zachodnie Kadra obozu zadecydowała o skorygowaniu kierunku trasy rejsu i popłynięciu w kierunku południowym.

Po apelu prowadzone były dalsze prace związane z przygotowaniem jachtów do wypłynięcia oraz instruktażem załóg o zachowaniu na jachcie podczas manewrów oraz przy składaniu masztów.
Po obiedzie wyruszyliśmy z mariny i pokonując pięknie wyremontowany kanał Niegociński, wpłynęliśmy na wody Jeziora Niegocin, następnie J. Boczne i zatoka Kula, gdzie zacumowaliśmy.
Wieczorem odbyło się ognisko z gawędą d-ha Komendanta na temat historii powstania i dwudziestoletniej działalności Stowarzyszenia Przyjaciół Harcerstwa. Po ognisku pożegnanie dnia.

FOTO 02

FOTO 03

Ognisko i spiewy pod wodzą dh Piotra Zadrożnego

Następnego dnia zgodnie z codziennym rytuałem pobudka, powitanie dnia, zaprawa poranna, apel, śniadanie i przygotowania do wypłynięcia w kolejny etap. Tym razem poprzez J. Jagodne, kanały na J. Tałty i J. Ryńskie. Cumowanie przy kei Stanicy Żeglarskiej w mieście Ryn. Jak zwykle w takich przypadkach uzupełnienie zapasów na kolejne dni. Następnie spacer po mieście i zwiedzanie odnowionego zamku a także czas na zajęcia własne. Noc spędziliśmy zacumowani przy kei. Po porannych codziennych zajęciach i apelu wyruszyliśmy w krótki rejs do zatoki Mrówczańskiej zwanej popularnie „Mrówki” od nazwy wsi znajdującej się w pobliżu. Zajęcia popołudniowe upłynęły na przygotowaniu wspólnego posiłku – „kociołka” pod wodzą druha Piotra Zadrożnego, który poprzydzielał zadania dla poszczególnych wacht. Podczas gotowania kociołka, uczestnicy obozu uczestniczyli w zajęciach sportowo-rekreacyjnych. Potrawa z kociołka okraszona niepowtarzalnym smakiem jaki stanowi dym z ogniska smakuje znakomicie. Każdy uczestnik miał możliwość skosztować tego wiktuału zgodnie ze swoimi możliwościami. W godzinach wieczornych odbyło się kolejne ognisko obrzędowe ze wspomnieniami z obozów żeglarskich oraz wspólnym śpiewem pod wodzą i akompaniamencie gitary niezawodnego dh-a Piotra Zadrożnego.

FOTO 04

foto 05

Kociołek podczas gotowania i gotowy

FOTO 06

FOTO 07

Wreszcie można skosztować

Opuszczamy zatokę „Mrówki” i przy w miarę korzystnym wietrze udajemy się w kierunku Jeziora Mikołajskiego. Wachta III zatrzymuje się w m. Mikołajki, w celu uzupełnienia zaopatrzenia, natomiast pozostałe załogi płyną bezpośrednio do punktu docelowego naszej marszruty, którym jest port Popielno. Po zacumowaniu jachtów oraz obiedzie, planowane było zwiedzanie muzeum i stacji badawczej Polskiej Akademii Nauk (hodowla konika polskiego oraz bobrów). Niestety na miejscu okazało się, ze trasa turystyczna jest w tym sezonie całkowicie zamknięta o czym można się dowiedzieć tylko na miejscu. Można było tylko zobaczyć kilka koników, będących na wybiegu w pobliżu stacji. Ze względu na porę postanowiliśmy pozostać w porcie do dnia następnego.
Uczestnicy obozu jak zwykle, w związku ze wspaniałą pogodą, która na razie nam dopisuje skorzystała z możliwości kąpieli w jeziorze przy plaży portowej. W czasie zajęć sportowych rozegrany został turniej piłki plażowej na miejscowym boisku. Wygrała drużyna, której trzon stanowili członkowie wachty III uzupełnionej zawodnikami z innych wacht. Nagrodą za zwycięstwo były lody fundowane przez Komendanta oraz „mycie kociołka”. Pożegnaniu dnia towarzyszyły niesamowite ilości komarów.

Kolejnym etapem naszej wyprawy było Jezioro Seksty. Jednak aby tam dopłynąć należało pokonać J. Śniardwy. Przed wypłynięciem przećwiczono praktycznie refowanie żagli, gdyż zapowiadał się korzystny ale stosunkowo mocny wiatr. Jezioro Śniardwy wszystkie załogi pokonały na foku, przy pełnym wietrze. Na Jeziorze Seksty załogi wykorzystywały zrefowany grot aby zakończyć żeglugę w uroczej zatoczce przy pięknej polanie, zwanej binduga „Port”. Nazwa ta wynika z tego, że była to dawna przystań do spławiania tartacznego drewna. Według informacji uzyskanej od gospodarza tego terenu w czasie II wojny światowej w zatoce tej kotwiczył prywatny jacht marszałka III Rzeszy Hermana Göringa. Jak zwykle po zacumowaniu i klarze na łodzi był czas na posiłek i odpoczynek. W godzinach późno popołudniowych rozpalono ognisko, na którym ustawiono ruszt grillowy. Przygotowano na nim smażone kiełbaski, grillowane w folii bataty a największym rarytasem dla uczestników były podpiekane kromki chleba z serem żółtym czyli „tosty”. Poranek następnego dnia zaskoczył nas po raz pierwszy opadami deszczu, co jednak nie zakłóciło porannego rytmu dnia. Urok tego miejsca i spokój spowodowały, że podjęto decyzję pozostania do dnia następnego. Na szczęście pogoda również zmieniła swoje oblicze i w godzinach przedpołudniowych zaświeciło słońce. Pozwoliło to na przeprowadzenie zajęć sportowych a po obiedzie praktycznych zajęć bosmańskich w zakresie nauki podstawowych węzłów żeglarskich pod niezawodnym instruktażowym okiem Piotra Zadrożnego i sterników.

FOTO 08

Flotylla na postoju przy bindudze „Port” – J. Seksty

FOTO 09

FOTO 10

Zajęcia bosmańskie – nauka węzłów oraz potrawy na ruszcie grillowym

W porze kolacji rozpalono ognisko aby wspólnie przygotować posiłki – grillowane we foli ziemniaki, kiełbaski, „tosty” i inne specjały. Po posiłku przy ognisku rozbrzmiewał śpiew i gawędy. Pożegnanie dnia i odpoczynek przed dalszą marszrutą rejsową. W kolejnym dniu po apelu przy wietrze wiejącym tym razem z niekorzystnego kierunku, długimi halsami zmierzamy w kierunku Mikołajek, pokonując J. Śniardwy i Mikołajskie.

W Mikołajkach grupa kwatermistrzowska dokonuje uzupełnienia zapasów żywności a pozostali uczestnicy pod wodzą sterników wyruszają na miasto. W godzinach popołudniowych wyruszamy w dalszą drogę aby po pokonaniu J. Tałty, kanału Tałckiego, J. Tałtowisko zatrzymać się w stanicy żeglarskiej Zielony Gaj przy J. Kotek. Przyległe tereny do przystani pozwalają na różnorodność zajęć
uczestników obozu.

FOTO 11

FOTO 12

FOTO 13

FOTO 14

Załoganci przy sterze oraz najpiękniejszy widok- żagle wypełnione wiatrem

Dziewiąty dzień obozu wyznacza nam dalszą trasę na północ. Po apelu wypływamy kanałami oraz J. Jagodne, J. Boczne, J.Niegocin. Wpływamy do kanału Łuczańskiego przecinającego
Centrum Giżycka, gdzie w pobliżu zabytkowego mostu oczekujemy na jego otwarcie. Przestrzeń pomiędzy lustrem wody a przęsłem mostowym jest tak mała, że nie pozwala na przepłynięcie jachtom pod nim. Jest to most obrotowy, uruchamiany ręcznie przez pracownika zatrudnionego specjalnie dla tych celów. Przęsło mostu po otwarciu znajduje się wzdłuż jednego brzegu kanału.

FOTO 15

FOTO 16

Otwieranie mostu i most po otwarciu

Po pokonaniu kanału wpływamy na wody jeziora Kisajno, by zacumować przy brzegu półwyspu „Gucki Ostrów”. Polanka przy brzegu jest niestety zaniedbana i niewielka, jednak pozwalająca na rozpalenie niewielkiego ogniska. Hitem były wykonywane przez najmłodszego uczestnika obozu Julka Białoskórskiego, dla wszystkich uczestników obozu z własnej inicjatywy „chipsy z liści pokrzyw”. Oczywiście odbywało się to pod czujnym okiem Kadry obozowej. Zaskoczenia tym pysznym poczęstunkiem nie kryli nawet najstarsi uczestnicy. Brawo! Kolejny etap to dalsza droga na północ przy bardzo korzystnych wiatrach, poprzez Jezioro Dargin na Jezioro Mamry, gdzie dobijamy do znanego nam z lat poprzednich pomostu przy miejscowości Mamerki. Po spożyciu obiadu, udajemy się na wycieczkę do schronów, które w czasach II wojny światowej stanowiły Kwaterę Główną Dowództwa Niemieckich Wojsk Lądowych. Bunkry te stały się bardzo sławne ze względu na poszukiwania tzw. „Bursztynowej Komnaty”. Zwiedziliśmy wszystkie dostępne dla turystów miejsca wraz z wyjściem na znajdująca się na terenie bazy wieżę widokową. Widok na jeziora i okolicę niezapomniany. Część uczestników, która była w ubiegłych latach w bunkrach udała się na wycieczkę na niedokończoną śluzę na kanale Mazurskim, który miał połączyć jeziora mazurskie z morzem Bałtyckim.
Po zakończonej wyprawie, uczestnicy brali udział w przygotowaniach składników do kociołka, który tak jak poprzednio gotował dh Piotr. Część składników była przygotowana już wcześniej, co pozwoliło skrócić okres gotowania. Jak zwykle ilość przygotowanej strawy ilościowo zadowoliła każdego uczestnika a jeszcze zostało na następny dzień jako dodatek do obiadu. Dodatkowa atrakcją posiłku były przygotowywane przez uczestników obozu tzw. podpłomyki pieczone na ruszcie. Po kolacji odbyła się dalsza część ogniska ze śpiewem i gawędami.
Kolejny dzień obozu i kolejna korekta planów. Niestety ze względu na prognozy pogody, które wskazują na nadchodzące fronty atmosferyczne i nie za korzystne kierunki wiatrów musimy zrezygnować z wyprawy do Węgorzewa. Po apelu i sklarowaniu łodzi, załogi refują żagle, aby być przygotowanym na silniejsze podmuchy wiatru. Wyruszamy w kierunku południowym, czyli powrót z J. Mamry na J. Dargin i J. Kisajno. Po spokojnym przepłynięciu J. Mamry, wpływamy na J. Dargin. Nadchodzący front wymusza na nas konieczność bezpiecznego zakotwiczenia przy najbliższym brzegu i przeczekania podmuchów wiatru. Na szczęście mocne podmuchy uspakajają się po kilkudziesięciu minutach, co pozwala na bezpieczną żeglugę w kierunku Jeziora Kisajno. W zatoce Zimny Kąt przybijamy do pomostów pola biwakowego.

FOTO 17

FOTO 18

Zaprawa poranna oraz uroki miejscowej przyrody

Miejsce bardzo urokliwe, jednak ze względu na jakość obsługi i stan obiektów (zwłaszcza cieknącej a nie płynącej z kranów wody), nie koniecznie do polecenia. Jednak mimo tych przeciwności, zbieramy drewno na ognisko, prowadzone są zajęcia rekreacyjne. Rozpoczynamy ostatnie ognisko na polanie. Komendant wstępnie podsumowuje obóz, śpiewamy piosenki. Po pewnym czasie, na prośbę uczestników zmieniamy nastrój ogniska i ustawiamy ruszt aby przygotować pieczone kiełbaski, prażone ziemniaki i inne wiktuały m.in. podpłomyki.
Rozmowom oraz opowiadaniom nie ma końca, aż do ogłoszenia przez oboźnego zbiórki na pożegnanie dnia. Po nocy nastaje dzień. Ostatni dzień żeglugi. Przed nami do pokonania odcinek jeziora do mariny w Wilkasach. Ostatnie składania i stawianie masztu. Jezioro Tajty i dobijamy do kei mariny. Jednak to nie koniec. Przed nami wyprawa do „Twierdzy Boyen”w Giżycku, największego tego typu fortyfikacji na Mazurach powstałej w połowie XIX w. Po powrocie posiłek czyli obiad oraz wstępne przygotowania do klaru na łodziach. Ostatni poranek obozu rozpoczął się powitaniem dnia wcześniej niż normalnie. O godz. 8.15 udaliśmy się na śniadanie zaserwowane w pobliskiej restauracji. Wybór dań i smakołyków oraz ilość zadowoliła każdego.
Po śniadaniu wachty przystąpiły do końcowego klaru łodzi i przygotowaniu ich do przekazania bosmanowi mariny. Załogi klar łodzi przygotowały doskonale, bo zdanie łodzi odbyło się sprawnie i bez problemów. Rzeczy osobiste przetransportowano pod zadaszenie namiotowe znajdujące się na terenie mariny. W tym czasie grupa kwatermistrzowska w składzie Weronika i Małgorzata przygotowała dla uczestników obozu suchy prowiant na drogę powrotną. Paczuszki zostały przygotowane perfekcyjnie.
O godz. 11.00 rozpoczął się apel pożegnalny. Po złożeniu raportu przez sterników i oboźnego, Komendant obozu hm Tadeusz Kubas podsumował przebieg obozu, podziękował uczestnikom za wspaniałą atmosferę, zachowanie zasad bezpieczeństwa przez okres obozu. Zaznaczył, że aura jak mało kiedy nam dopisała a Neptun zadbał o nasze bezpieczeństwo. Następnie wręczył uczestnikom obozu drobne upominki w postaci szekli, wyróżniającym uczestnikom szeklowniki. Natomiast Weronika Marcińczyk otrzymała breloczek a oboźny Michał Leja scyzoryk marynarski w podziękowaniu za zaangażowanie i wielokrotne udziały w obozach SPH. Odśpiewanie w kręgu piosenki pożegnalnej oficjalnie zakończyło obóz żeglarski Stowarzyszenia Przyjaciół Harcerstwa „Mazury 2019”.

FOTO 19

FOTO 20

FOTO 21

FOTO 22

Wachty I, II, III na apelu pożegnalnym i raport sterników

Następnie uczestnicy otrzymali suchy prowiant i wyruszyliśmy w drogę na dworzec kolejowy. Po nieco przedłużającym się oczekiwaniu, zajęliśmy miejsca w pociągu i po prawie dziewięciogodzinnej podróży szczęśliwie dotarliśmy do Krakowa.
Część uczestników wracała własnymi drogami i też szczęśliwie dotarła do domu.

Do zobaczenia za rok!

Opracowanie :
hm Tadeusz Kubas